Agata. Otwarta, że aż open.

Agatę poznałam podczas wspólnej pracy przy konserwacji zabytków. Wiedziałam, że sprawnie posługuje się gipsem i wiertarką, nie wiedziałam wtedy jeszcze, że wyczynia cuda. Jak przystało na porządnego rękodzielnika – skromna bardziej, niż sama skromność. A robi dużo niesamowitych rzeczy! Podczas pobytu w grodzie Kraka, postanowiłam przyjrzeć się bliżej jej działaniom. Poznajcie i Wy tę równą babkę.

Pracownia Agaty, sprytnie zaaranżowana w piwnicy jej domu, to marzenie każdego Indiany Jonesa. Gdzie się nie obrócisz, gdzie nie spojrzysz, tam znajdziesz coś ciekawego. Jest wszystko to, co lubię w pracowniach – misz masz, kukuryku na patyku i niespodzianka. Po chwili przebywania w środku, sam masz ochotę złapać za pędzel i pokoślawić coś samemu na starej desce.

Jest tutaj stanowisko do odnawiania mebli i obrazów. Jest kącik do robienia świec. Jest dział tworzenia biżuterii. Jest piec do ceramiki. Nie zdziwcie się, jeśli znajdziecie też kolorowe szkło do robienia witraży, czy prasę do ręcznego drukowania. A to nie wszystkie dziedziny, w których Agata ma coś do powiedzenia.

Dużą partią prac jest rzeźba i malowanie. Postaci, które stworzyła Agata są nieco dziwne, kobieco – męskie, o niepokojąco przeszywającym spojrzeniu. Mamy też serię pływaków – zainspirowana historią przymusowego dopingu pływaków z NRD. Na rzecz wyników sportowych, faszerowani byli lekami hormonalnymi, które zatrzymywały ich rozwój płciowy, a nawet zmieniały płeć. NRDowskie pływaczki z niepokojem obserwowały powiększanie się narządów rodnych, nadmierne owłosienie, obniżenie głosu….

Władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej zaprzeczały istnieniu dopingu i lekceważyły wszystkie zarzuty. Do anegdot przeszło zachowanie trenera pływaczek podczas  igrzysk olimpijskich w Montrealu w roku 1976, który na pytanie, dlaczego jego zawodniczki mówią grubymi głosami, odpowiedział, że one nie mają śpiewać, a pływać.

Bawiliśmy się z Marasem wyśmienicie. W kaskach na głowach, chroniących od uderzeń spadających z drzewa orzechów, lepiliśmy swoje pierwsze kubki i talerzyki z gliny. Nie zabrakło psów, kotów, saren i wina.

Takich spotkań życzę sobie i Wam w Nowym Roku jak najwięcej. Pełnych luzu i inspiracji. Jeśli Wam życie swoje miłe, odwiedźcie Galerię Jagamakota na krakowskim Kazimierzu (Józefa 18), której współwłaścicielką jest Agata. Zapewniam moc wrażeń, jak w starym dobrym panoptikonie.

Instagram tutaj

Facebook tutaj

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s