Gdzie jechać kiedy masz dość wszystkiego?

Gdzie pojechać, kiedy masz wszystkiego dość? Gdzie zrobić sobie antropo przerwę, kiedy już nawet dystans społeczny przestaje wystarczać? Gdzie jechać, żeby nie wydać fortuny, ale jednocześnie nie wylądować na Pustyni Błędowskiej pod Krakowem? Co zaspokoi Twoją potrzebę przyrody i przestrzeni (i to hojnie)? Podpowiem. Włochy. Gran Sasso. Trzymaj się mocno. Od świeżego powietrza i zapachu wolności kręci się w głowie.

Gran Sasso. Wielki kamień. Śpiący gigant. To nazwa wysokiego na 2912 m n.p.m. najwyższego masywu Apeninów. Kilka minut jazdy z miasta L’Aquila (Markowy matecznik), swoją drogą też ciekawego, ale o tym następnym razem. Kto by się spodziewał, że słodka Italia oferuje góry inne niż rozjeżdżone przez narciarzy Alpy, co? Ale są. Niesamowite. Monumentalne. Skromne. Nie ograne. Nieoczywiste. Zaskakujące. PUSTE. Nie wiedziałam, że kocham płaskowyże. Marek z kolei regularnie doktoryzuje się tutaj w sportach.

Drogi wcinają się niewidocznie w krajobraz. Przeważnie nie ma tutaj nikogo. NIKOGO. Gdzieniegdzie dostrzec można poprzytulane do poboczy samotne kampery. Wyglądają jakby spały i nie miały zamiaru się ruszać, coś jak autobusy w zajezdni nocnej.

Są dzikie krowy. Dzikie konie. Dzikie owce. Widzieliśmy też wilki.

Kojarzy Wam się to wszystko westernowo? I dobrze, bo raz w roku odbywa się tutaj impreza pasterzy. Są kowbojskie kapelusze, przejażdżki końmi, słynne w całym Abruzzo Arosticcini czyli szaszłyki z owczego mięsa, które przygotowuje się tutaj samodzielnie na jednym z tysiąca podłużnych grilli, posypując jedynie grubo ziarnistą solą. Są tańce i wino spod lady. Jeśli ktoś szuka chłopaka pasterza – this must be the place.

Co do atrakcji, to mamy też Campo Imperatore. Stąd wyrusza się zdobywać szczyty, tutaj można napić się słynnej nalewki z korzenia Genziany (po naszemu Goryczka, nie bez powodu, gdyż jest cholernie gorzka) i popatrzeć na hotel-widmo, w którym ukrywał się sam Mussolini. W zimie za to można jeździć tutaj na nartach (Marek), no albo pić wyżej wspomnianą Genzianę (ja) w schronisku. Infrastruktura nie jest specjalnie rozbudowana, bo miejsce nie jest specjalnie oblegane. Zagraniczni turyści z reguły tutaj nie docierają, a Rzymianie wolą szusować i spacerować bliżej domu.

Miejsc do biwakowania jest tyle, ile jest metrów kwadratowych tych gór. Wszystkie z gwarantowanym widokiem i świętym spokojem.

Przepiękne i przedziwne to miejsce. Ogrom przestrzeni obezwładnia, a Wielki Olbrzym onieśmiela swoją potęgą. Naukowcy też są wyjątkowo zainteresowani tymi rejonami. Gdzieś tam, głęboko pod ziemią znajduje się jedno z największych laboratoriów na świecie badających cząstki elementarne.

Cześć, idę połazić i popatrzeć.

4 myśli na temat “Gdzie jechać kiedy masz dość wszystkiego?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s