MANUFAKTURA ŚNIEŻNYCH DESEK

Pisałam ostatnio o tym, że Włochy to nie tylko morze i drinki na plaży. A jeśli góry, to nie tylko Alpy, ale i piękne i ciągnące się z północy na południe Apeniny. Wylądowałam w samym sercu sercu – w okolicach najwyższego ich szczytu (2912m!). L’Aquila, Gran Sasso. Wielki kamień, śpiący gigant. Poza przestrzenią i kozami, odkryłam tutaj też fajnych ludzi z pasją do gór. Wywijających koziołki na snowboardach, a po godzinach konstruujących i testujących swoje deski po piwnicach. Z widokiem na Gran Sasso, oczywiście.

W tych podziemiach o stylowych posadzkach kryje się mini manufaktura desek snowboardowych. Grupa lokalnych Gran Sassaninów, zapalonych snowboardzistów i po prostu fajnych chłopaków od trzech lat opracowuje deskę idealną. Taką, która zniesie wszystkie wykonywane przez nich skoki i zjazdy, sukcesy i porażki, od patrzenia na które bolą lędźwie. Jak wielką trzeba mieć pasję, żeby samemu chcieć skonstruować sobie narzędzie? Żeby dwoić się i troić, łamać i tworzyć coraz to nowe śnieżne przyrządy? Tego nie wiem, ale życzę sobie i Wam takiej wytrwałości.

Proces powstawania desek jest długi i na tyle skomplikowany, że niewiele zrozumiałam. Jedno jest pewne – nie jest to łatwe. Jest dużo fajnie pociętych deseczek z najróżniejszych drzew. Jest wata szklana. Są przeróżne chemikalia. Maszyny. Narzędzia. Jest precyzja, zaangażowanie i pewna doza nieprzewidywalności, bo właściwie nigdy nie wiadomo co wyjdzie z trumienki, w której deski śpią zassane powietrzem przez 24 godziny.

Produkcja snowboardów to całkiem skomplikowana sprawa.Trzeba dużo liczyć i dużo się napocić. Bo przecież z tym wszystkim wiąże się odpowiedzialność. Tutaj w grę wchodzą poważne sytuacje i kontuzje, a poza tym sami wiecie, że z górami się nie żartuje.

Ta pracowanie wygląda całkiem poważnie, piwniczne ściany są świadkami licznych wzlotów i upadków. Na szczęście często jest co świętować. Muzyka, piwo i tzw. zwana z włoska kompanija są zawsze obecne i gotowe na toasty. Jest tu też mój ulubiony, warsztatowy rozgardiasz i wiele kątów do przejrzenia.

Deski nazywają się HYNVERNO, prawie jak inverno, czyli zima po włosku. W logo mają błyskawicę, co pewnie odnosi się do szybkości i dynamiczności, cech pożądanych w porządnej desce dla porządnych ludzi. Drewno egzotyczne, grafiki lokalne, robota mozolna. Rozczula mnie to poświęcenie bez reszty dla sprawy. I gdybym tylko umiała w snowboard, kupiłabym sobie takie zimowe drewienko.

English version

I recently wrote that Italy is not only about the sea and drinks on the beach. And if we talk about the mountains – there are not only the Alps, but also the beautiful Apennines stretching from north to south. I landed in the very heart of them- near the highest peak (2912m!). L’Aquila, Gran Sasso. A great stone, a sleeping giant. Apart from space and goats, I also discovered cool people with a passion for the mountains here. They swing billy goats on snowboards, and after hours they construct and test their boards in the basements. Overlooking the Gran Sasso, of course. In these dungeons with stylish floors, there is a mini snowboard manufacture. A group of local Gran Sassans, passionate snowboarders and simply cool guys have been working on the perfect board for three years. One that will endure all the jumps and descents they make, successes and failures, from looking at which my loins hurt. How much passion do you have to have to want to build a tool yourself? To double and triple, break and create always new and better snow tools? I do not know, but I wish you and myself such persistence. The process of making boards is long and complicated enough that I did not understand much. One thing is for sure – it is not easy. There are a lot of nice cut boards from all kinds of trees. There is glass wool. There are all kinds of chemicals. Machinery. Tools. There is precision, commitment and a certain dose of unpredictability, because you never know what will come out of the coffin, in which the boards sleep sucked in air for 24 hours. Snowboard production is quite a complicated business, you have to reckon a lot and sweat a lot. After all, with all this comes responsibility. There are serious situations and injuries at stake here, and you also know that you don’t joke with the mountains. This work looks quite serious, the basement walls are witnessing numerous ups and downs. Fortunately, there is often something to celebrate. Music, beer and so-called called Italian company are always present and ready for toasts. There is also my favorite workshop mess and many angles to look at. The boards are called HYNVERNO, almost like inverno, meaning winter in Italian. They have a lightning bolt in their logo, which probably refers to speed and dynamics, qualities that are desirable in a decent board for decent people. Exotic wood, local graphics, laborious work. I am moved by this total dedication to the cause. And if I could only snowboard, I would buy myself such a winter piece of wood.

Jedna myśl na temat “MANUFAKTURA ŚNIEŻNYCH DESEK

  1. Świetny tekst i wspaniałe zdjęcia! Bardzo inspirujące do odwiedzin tego wyjątkowego regionu. Zaznaczyłam już na mapie marzeń piękne Gran Sasso.
    Przeczytałam Twój tekst równoeż w języku angielskim, bo chciałam przeżyć tę historię jeszcze raz.

    Pozdrawiam cieplutko z północnej Norwegii!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s